POWRÓT




NIGDY NIE OPUSZCZĘ MOJEJ SZKOŁY
JERZY KRAWCZYŃSKI - KALENDARIUM

1914

1 listopada w Mażajsku (Gubernia Moskiewska) urodził się Jerzy Krawczyński, syn Ludwiki i Mieczysława. Rodzice znaleźli się na terenach Rosji w czasie I wojny światowej. Po śmierci ojca matka z czworgiem dzieci decydują się na powrót do Polski. W drodze umiera siostra pana Jerzego - Krystyna, którą pochowano na obcej ziemi.

1915

Rodzina wraca do Chełma i zamieszkuje w domu brata matki - Stanisława Chrzanowskiego.

1922

Matka wychodzi powtórnie za mąż za Antoniego Żukowskiego, dawnego legionistę, którego dowódcą w tym czasie był porucznik Rydz-Śmigły. W domu panowała atmosfera patriotyczna, wspólnie śpiewano pieśni legionowe, wspominano marszałka Józefa Piłsudskiego. Rodzina pana Jerzego żyła skromnie, ale w domu zawsze panował spokój, wszyscy się kochali, a rodzice świecili przykładem, szanując się i ucząc dzieci wiary, miłości do ojczyzny, poczucia obowiązku i uczciwości. Z domu rodzinnego pan Jerzy wyniósł również życzliwość do ludzi, radość życia i pogodę ducha. Te wartości pielęgnował przez całe życie, budując szczęście własnej rodziny. Niedawno świętował 66 rocznicę zawarcia związku małżeńskiego.

1924

Rozpoczyna naukę w szkole Podstawowej im. Stanisława Staszica, która trwała 6 lat.

1929

Zdaje egzamin wstępny i zostaje przyjęty do trzeciej klasy Gimnazjum im. Stefana Czarnieckiego.

1935

Kończy Liceum egzaminem maturalnym z przedmiotów humanistycznych. Na jego świadectwie maturalnym złożyli podpisy: dyr. Tadeusz Dąbrowski, ks. Władysław Chrościk, nauczyciele: Kazimierz Janczykowski, Michał Kińczyk, dr Adam Sarbinowski, Jadwiga Jędrzejewska, Antonina Popławska, Bella Hirszelfeld, Wenderlich. Z tego okresu dobrze pamięta przyjaźń z Adamem Piskorzem, późniejszym lekarzem, profesorem Akademii Medycznej w Poznaniu, człowiekiem wybitnym, wielkim humanistą, genialnym naukowcem, nauczycielem i wychowawcą wielu pokoleń lekarzy. Lata szkolne pan Jerzy uważa za najpiękniejszy okres w swoim życiu. Miał szczęście do Wielkich Ludzi którzy przyczynili się do największego rozkwitu szkoły. Byli to dyrektorzy W. Ambroziewicz i T. Dębowski oraz nauczyciele: prof. Michał Kińczyk, prof. Kazimierz Janczykowski i wielu innych. W tym czasie w liceum panowała atmosfera tolerancji i przyjaźni.

Katolicy, Żydzi i prawosławni szanowali się nawzajem, wspomagali w nauce i wspólnie spędzali wolny czas, chodząc do kina, grając w szkolnym teatrze lub uczestnicząc w niezapomnianych zabawach tanecznych, które stanowiły doskonałą okazję do flirtu. Pan Jerzy wspomina: "Od mojej matury w 1935 roku minęło 71 lat. Wiele faktów zachowałem w pamięci, ale wiele zapomniałem. Wybaczcie mi. Pamiętam uroczyste obchody świąt państwowych oraz łzy wzruszenia, gdy śpiewaliśmy pieśni narodowe. Z rozrzewnieniem przypominam sobie obchody Dnia Patrona. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że ta szkoła na zawsze pozostanie w mym sercu."

W tym samym roku podejmuje próbę dostania się do szkoły Podchorążych Lotnictwa w Warszawie. Egzamin zdaje celująco, ale daltonizm staje się przeszkodą w karierze wojskowej.

1936

Na ochotnika zgłasza się do Szkoły Podchorążych Piechoty w Zamościu. Początkowo nie może zaakceptować surowej dyscypliny, ale z czasem przyzwyczaja się. W czasie nauki wstępuje do teatru prowadzonego w szkole przez Tadeusza Ścibiora - późniejszego artystę fotografika, znanego malarza i grafika. Osiąga w nim sukcesy jako wykonawca znanych arii i popularnych pieśni. Kończy podchorążówkę i odbywa staż w Lublinie.

1937

Zostaje alumnem Wyższego Seminarium Duchownego w Lublinie.

1939

1 września wybucha II wojna Światowa, uczelnia zostaje zamknięta, a gdy po 2 i pół roku wznawia działalność, pan Jerzy z powodu choroby rodziców prosi rektora o roczny urlop. Jednak na uczelnię nie wraca.

1943

Dzięki prof. Marii Patryn poznaje przyszłą żonę Aleksandrę Petrol. Uciekając przed prześladowaniem okupantów, wyjeżdża z narzeczoną i rodziną brata do Łącka.

1944

15 maja w Nowym Sączu wstępuje w związek małżeński.

1945

Przychodzi na świat syn - Krzysztof, po latach absolwent liceum Czarnieckiego. W drodze powrotnej za szpitala rodzina przeżywa dramatyczne spotkanie z oddziałem UPA.

Pan Jerzy wspomina także miłe spotkanie z żołnierzami AK, które mogło się zakończyć tragicznie z powodu odbezpieczenia się karabinu żołnierza, jak również dziwną, nocną wizytę wycofujących się z miasta Niemców, którzy okazali się wrogami wojny, przyjaźnie nastawionymi do Polaków. Szczególnie dzisiaj owo tajemnicze spotkanie nabiera nowego, głębokiego znaczenia. Poucza bowiem, że wśród Niemców było wielu przeciwników wojny, boleśnie przeżywających rozstanie z rodziną, a później śmierć najbliższych. Ci "zdobywcy świata" wracali do zniszczonego Berlina, grobów bliskich - pozostawiając nienawiść okupowanych narodów. Pan Jerzy pamięta, że przepraszali w imieniu narodu niemieckiego za okrucieństwa wobec Polaków. To spotkanie wyprzedziło późniejsze pojednanie wyrażone w słowach "Przepraszamy i prosimy o przebaczenie." We wrześniu rodzina powraca do Chełma i zamieszkuje w domu przy ulicy Malinowej 5, gdzie mieszka przez 40 lat. Pan Jerzy podejmuje pracę w Hurtowni Stowarzyszenia Kupców Polskich. W tym roku rozpoczyna studia na Wydziale Filozofii KUL, które ukończył w 1949 roku. Już w liceum w sposób szczególny interesował się historią filozofii, czytał prace filozofów polskich i niemieckich, rozważał problemy metafizyczne. Studia ukończył z wyróżnieniem pod kierunkiem prof. Stefana Świeżawskiego, wielkiego przyjaciela naszego Papieża Jana Pawła II.

1947-1955

Podczas studiów zimą 1947 roku pan Jerzy ciężko zachorował i otrzymał zalecenie wyjazdu do Zakopanego, jednak trudne warunki nie pozwoliły na podjęcie tej terapii. Musiał pozostać w Chełmie i wtedy z pomocą przyszedł mu ksiądz Marceli Mrozek, zapewnił panu Jerzemu fachową opiekę lekarską i pielęgniarską, dobre warunki - co przyczyniło się do rychłego powrotu do zdrowia. W tym samym czasie podejmuje pracę jako Naczelnik Urzędu Likwidacyjnego, wicedyrektor i wykładowca Państwowego Liceum Felczerskiego, kierownik działu zatrudnienia i płac w Warszawskim Zjednoczeniu Robót Lądowo-Inżynieryjnych, oddział w Zawadówce.

13 01.1948 roku przychodzi na świat córka pana Jerzego - Ewa.

1956-1975

Pracuje w Rejonowym Przedsiębiorstwie Melioracyjnym jako kierownik sekcji Administracyjno-Gospodarczej. Jednocześnie w ramach działalności TWP prowadzi akcje odczytowe w różnych środowiskach - w szkołach, internatach i zakładach pracy, gdzie organizował kursy językowe, doskonalenia zawodowego i akcje odczytowe. Ta trwająca 30 lat działalność edukacyjno-szkoleniowa dawała wiele satysfakcji, czyniła ludzi lepszymi i mądrzejszymi.

1975-1977

W tym czasie przenosi się do TWP na pełny etat, a po dwóch latach przechodzi na emeryturę, ciesząc się urokami życia rodzinnego, wnukami, podróżami do Poznania i Sopotu.

1988

19 czerwca ulega wypadkowi podczas Poznańskich Targów Staroci, ale szybka interwencja lekarska nie pozostawiła żadnych skutków powypadkowych.

2005

Jest to rok ważny dla Czarniecczyków. W dniach 23-25.09 odbywa się VIII Zjazd Wychowawców i Wychowanków Liceum. Pan Jerzy zostaje honorowym członkiem Komitetu Organizacyjnego Zjazdu i jako najstarszy absolwent - matura 1935 - wbija pamiątkowy gwóźdź w drzewce sztandaru. Od tego czasu pan Jerzy jest stałym i miłym gościem szkoły, Czarniecczykiem, który budzi podziw naszych uczniów. Jego życie połączyło się ze szkołą w 1929 roku. To już 77 lat! Był uczestnikiem 5 zjazdów - w 1935, 1957, 1965, 2000 i 2005 roku. Brał w nich udział z radością i traktował jako wielki zaszczyt. Każde spotkanie po latach wywoływało dreszcze emocji i wzruszenia. Było czymś niezwykłym. Tu spotykał przyjaciół z dawnych lat i tych z Chełma jak pan Eugeniusz Chmielewski - znany sędzia i tych z najdalszych zakątków świata jak prof. J. Fischaut. Przeżywał boleśnie, że na każdym zjeździe jest ich coraz mniej i tych ze szkolnej ławy, i tych zza katedry. Pozostała pamięć i chęć ocalenia od niebytu, tego, co da się uratować. To wielka zasługa pana Jerzego, który od ostatniego zjazdu podjął trud poszukiwania cennych pamiątek. Dzięki niemu pozyskaliśmy piękną kolekcję znaczków szkolnych, przedwojennych widokówek oraz dokumentów związanych z osobą prof. Michała Kińczyka. Pan Jerzy napisał w swojej autobiografii: "Dopiero minęły 4 miesiące od zjazdu, a ja czują się w szkole coraz lepiej, stała się ona dla mnie drugim domem. Zapewniam, że nigdy - dopóki mi starczy sił nie opuszczę mojej szkoły. Z tych murów czerpię siłę, by walczyć ze starością i różnymi dolegliwościami. Tu czuję się potrzebny. Każda wizyta w szkole odradza mnie. Moim pragnieniem jest, by wielu innych absolwentów, tak jak ja, zechciało od czasu do czasu odwiedzić szkołę, by dać wyraz swej miłości i przywiązania do niej".

2006

Swoje wspomnienia pan Jerzy kończy słowami: Żyję. Mam 91 lat. Głowa pracuje doskonale.

Anna Moryl



POWRÓT