POWRÓT





My wszyscy z Niej


Pani Profesor Zofia Książek urodziła się 16 czerwca 1908 r. w Krasiłowie na Wołyniu. W 1919 r. przybyła z rodzicami do Polski i zamieszkała w Radomiu. Tam ukończyła szkołę powszechną i rozpoczęła naukę w Żeńskim Gimnazjum Realnym, którą kontynuowała w I Państwowym Gimnazjum im. Stefana Czarnieckiego w Chełmie. Po złożeniu egzaminu dojrzałości podjęła studia polonistyczne na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego i ukończyła je w 1938 r. uzyskując tytuł magistra filozofii.
Po ukończeniu studiów odbyła roczną praktykę nauczycielską w Prywatnym Gimnazjum Żeńskim im. Królowej Korony Polskiej w Maciejowie Wołyńskim. W czasie II wojny swiatowej w latach 1941 - 1943 prowadziła na Ziemi Chełmskiej tajne nauczanie języka polskiego.
W roku 1944 rozpoczęła pracę jako nauczycielka języka polskiego w I Liceum Ogolnokształcącym im. Stefana Czarnieckiego w Chełmie, w którym pełniła służbę nauczycielską do odejścia na emeryturę w 1971 r.
Czasy współczesne wymagają ludzi obdarzonych wyjątkową i niezwykłą osobowością. Uczyliśmy się od pedagogów lat minionych, że to co dziś nazywamy pracą, tak naprawdę powinno być służbą społeczną, swoistą misją i powołaniem. Uczyliśmy się od Pani Profesor skromności, wyrozumiałości, odwagi i wytrwałości w pokonywaniu trudów życia.
Są, a przynajmniej powinny być, w życiu człowieka jakieś punkty stałe, niezmienne. Punkty odniesienia. "Dajcie mnie punkt podparcia, a przewrócę Ziemię".
W moim życiu jednym z takich punktów odniesienia, obok mojej Mamy, była, jest i pewnie pozostanie - nasza Szkoła, a w niej Pani Profesor Zofia Książek.
Należała Ona do zespołu ludzi, którzy w tych trudnych latach powojennej sytuacji autentycznie otworzyli nam okno na świat, na człowieka. Cóż bowiem ja, dziecko robotnika w pierwszym pokoleniu, mogłem wiedzieć o historii, świecie, literaturze, podejmując naukę w szkole podstawowej w 1954 r. a następnie kontynuując ją od 1961 w Liceum. To właśnie w Liceum pokazano mi piękno świata, literatury, nauki. Wyzwolono autentyczność. I zdecydowanie o wiele częściej odnoszę się we wspomnieniach do czasów licealnych niż studenckich. Widocznie właśnie w Liceum była ta świadomość odkrycia świata.

Panią Profesor Książek zawsze darzyliśmy ogromnym szacunkiem i zaufaniem. Była zdecydowana w poglądach i sprawiedliwa w osądach. Młodość potrafi być wspaniała , ale i okrutna. Ale proszę zauważyć, że przy bardzo wielu przezwiskach, jakie nadawaliśmy swoim nauczycielom, często przezwiskach krzywdzących lub odnoszących się do nietypowych sytuacji, Pani Profesor miała przydomek od imienia - "Zosia". Było w nim wiele ciepła, miłości i szacunku.

Przypominam sobie taką sytuację z liceum. Jestem już w 11 klasie, tuż przed maturą. Pani Profesor mówi do mnie któtregoś dnia "Janusz, mam coś dla ciebie". No to ja, oczywiście czekając na to "coś", staję się natrętny, uprzykrzam się, zastępuję drogę. (Nie powiem by był to obraz dobrego wychowania, raczej łapczywej młodości). Odpowiedż brzmi - "zaczekaj".
A pewnego dnia, gdy zostałem już odpowiednio "urobiony" i uspokojony przez Panią Książek, jestem zaproszony do Jej mieszkania - a pamiętacie to mieszkanie w szkole ? Wchodzę i... stoję. Pani Profesor długo na mnie patrzy, a następnie mówi: "Teraz mogę ci już dać, to co przygotowałam. Mam nadzieję, że tego nie zmarnujesz". Otrzymuję książkę Zofii Kossak "Z miłości" z dedykacją: "Drogiemu Januszowi Krzywickiemu, w dowód wdzięczności za usłużność w ciągu czterech lat wspólnej pracy w Liceum oraz z życzeniami by zachował w życiu te zasady, które wyniósł z domu - Zofia Książek, Chełm, czerwiec 1965 r."

I to jest właśnie jeden z tych punktów odniesienia. Było w moim życiu trochę zakrętów i trudnych sytuacji, nikt nie jest od nich wolny. Ale w tych trudnych chwilach starałem się wracać do myśli zawartej w tej dedykacji i do tych zasad. I myślę, że to one właśnie pozwoliły mi zachować siebie. Dziękuję Pani, Pani Profesor.
Także i dziś, chociaż raz do roku w czasie Jej imienin proszę o "postawienie mnie do raportu" I wtedy pada dyspozycja - "mów co zrobiłeś" I wtedy ja, stary chłop, trzęsąc się jak uczniak zdaję relację z mojego życia. I czekam oceny.

Inną sytuacją, którą zapamiętałem, ale już z bliższych czasów był moment, gdy organizowaliśmy nasz klasowy zjazd w 30 lat od matury. Wydaliśmy z tej okazji piękną książeczkę. No i oczywiście poszliśmy o tym powiadomić i zaprosić na nasze spotkanie Panią Książek.
Leżała wówczas w szpitalu,nie była to więc atmosfera sprzyjająca wielu serdecznościom. Po wstępnej rozmowie, Pani Profesor powiedziała: "czekaj no, Janusz, czekaj! Jak wyście siedzieli w klasie... ?" I przymknąwszy oczy wymieniła wszystkich uczniów naszej klasy (ponad 40 osób), nie pomyliwszy się ani co do jednego nazwiska, podając kto, z kim i w którym rzędzie siedział. Byłem zaskoczony, bo zbierając materiały do zjazdu klasowego "pogubiłem" wiele nazwisk, wielu kolegów nie pamiętałem, a o tym kto i z kim siedział w ławce .....

Zacząłem się nad tym zastanawiać - skąd to się bierze.
I myślę, że nie jest to tylko kwestia dobrej pamięci, ale chyba tego, że dla Pani Profesor Książek Szkoła była życiem, a życie było szkołą.

Cóż można powiedzieć w dziewięćdziesięciolecie Jej urodzin?
Przypaść do rąk, ucałować je i powiedzieć tylko: DZIĘKUJĘ. My wszyscy z Ciebie.


Janusz Krzywicki

POWRÓT